Jump to content

Kurs Na Kat. A


Calmwater
 Share

Recommended Posts

Jako, że niedawno zapisałem się na kurs prawa jazdy kat. A pomyślałem, że założę taki temat, bo wiele osób jest ciekawych, pyta, boi się itp. itd. A dlaczego w tym dziale? Bo będą to moje luźne spostrzeżenia aktualizowane "na gorąco", a nie dywagacje nad techniką jazdy i tak dalej ;) Jeśli się nie podoba - jest coś podobnego - nie obrażę się za usunięcie czy scalenie. No to wio ;)

 

07. 07. 2015 - Jadę na swoje pierwsze jazdy. Nie wiem czego się spodziewać. Na miejscu pada pytanie o doświadczenie - czym jeździłem w swoim życiu. "Jak to czym?" Myślę. "Samochodem i rowerem, na moto nawet nie siedziałem".

- Cóż, nawet motorowerem nie miałem okazji jeździć, więc jestem zielony - odpowiadam.

Propozycję zaczęcia od Yamahy YBR 125 przyjąłem z ochotą. Krótkie info na temat co gdzie jest (to akurat wiedziałem) i jak się tego używa i w rynsztunku wsiadam na moto. Ciężko się rusza - sprzęgło łapie dość energicznie i bez gazu moto łatwo gaśnie. Cóż, rower to to nie jest. Kilka chwil na oswojenie się z maszyną i poszedł na ósemkę.

-Na razie niezobowiązująco, nie zwracaj uwagi na linie, tylko próbuj - mówi instruktor. i próbuję. Szczerze mówiąc, to z początku wolałbym prostokąt wielkości boiska piłkarskiego. Moto na 1 jest dość niestabilne i od roweru jednak cięższe. Po 15 minutach, zmianie biegu na 2-kę i radach od instruktora jest już lepiej - mieszczę się w polu. Po kolejnych 15 - 20 na 125 - ce ósemkę bym zapewne zaliczył. Później przyszedł czas na wolny slalom. Tu dramatu nie ma, bo sprzęt (jak się później okazało) nie wymaga zaufania i jest lekki. Na koniec śmiganie po placu - zmiana biegów z 1 na 2, dodawanie gazu i hamowanie.

 

09. 07. 2015

 

Zgodnie z zapowiedzią dzisiaj Gladius. Ruszam nie mając zaufania do maszyny - nogi za długo nie na podnóżkach i pewnie dla motocyklistów kupa śmiechu. Zaczynamy od przejażdżki po placu i czas na ósemki. "Boże, i ja mam się TYM zmieścić TU?!! Poje***o?!!!"

- Klatka do przodu, wtedy nie chowasz głowy w ramionach i patrzysz tam, gdzie powinieneś, pamiętaj o balansowaniu ciałem - instruktor nie próżnuje. "Skoro ten facet uważa, że to się może udać, a do tej pory nie siedzi w psychiatryku, to muszę go posłuchać" - myślę. Znów, jak w przypadku kontaktu ze 125-ką, ciężko zgrać pracę nogami, właściwą postawę, luźne ręce, trzymanie się baku a nie kierownicy i patrzenie w stronę, w którą chcę jechać. Po pewnym czasie i rozstawieniu pachołków - punktów zaczepienia wzroku zaczynam się powoli mieścić w polu. "Ciężka jesteś, ale nie "padliwa", stabilna z ciebie dziewczyna" - myślę. I czuję, że skręciłem maksymalnie kierownicę. Raz, drugi i "ojojoj, bo polecę!" i podpórka nogą. Niepotrzebna. 30-40 minut później podpieram się już sporadycznie i z pomocą szczęścia mógłbym ósemkę na egzaminie zaliczyć. Czyli na farta. Jeszcze trochę i przyszła kolej na trenowanie slalomu. Na początku bez pachołków, niezobowiązująco. Nogi nie nadążają za kierownicą i "dociskam" nie tą stronę co trzeba.

Pierwsza próba z pachołkami i fiasko po drugim zakręcie. "Za późno wywierasz nacisk na podnóżek. I lewa! I prawa! I już lewa!". I po 3 - 4 razach zaczynam łapać i przezstaję przestawiać słupki. Slalom wolny wg. mnie jest od ósemki łatwiejszy. I na koniec kilka razy ósemka x5 i 2 x slalom. Na ósemce pojawiają się wpadki, slalom idzie gładko. Koniec kolejnych dwóch godzin, a ja bogatszy o nowe doświadczenia.

Ósemkowanie czy skręcanie na Gladiusie przy małych prędkościach wymaga troszkę siły (mimo przeciwskręcania), ale i więcej zaufania do moto i techniki niż 125. Kilka razy musnąłem sobie na prostej manetkę gazu i musi się tym ciekawie jeździć ;) Przy okazji utrwaliłem sobie, że nogi służą do trzymania się moto.

 

Na razie to tyle, jak komuś się przyda czy spodoba, to dodam więcej ;)

Link to comment
Share on other sites

Co prawda ja już kurs i egzamin mam za sobą :smile: , ale z przyjemnością czytam Twój opis - masz "rękę" do reportażu, więc pisz - we mnie masz czytelnika! :smile:

Link to comment
Share on other sites

Dzięki za miłe wpisy, w takim razie może komuś się przyda, a komu innemu powrócą wspomnienia ;)

 

@Martucha, ja tam jako świeży nie czuję się upoważniony do wywodów, ale dam Ci trop, jeśli pytanie było na poważnie:

 

"A co z sytuacją, kiedy motocyklista przenosi ciężar ciała na zewnętrzną stronę motocykla do pokonywanego zakrętu. Motocykl mimo wszystko skręca. Często, podczas manewrowania z małymi prędkościami, podczas ciasnych nawrotów, wykorzystuje się taką "przeciwwagę". "

 

 

13. 07. 2015

 

 

Oj dzisiaj można by powiedzieć, że jakby mi się tak chciało wstać, jak mi się nie chciało, to było by pięknie... Ale to przez pracującą 12h do 22 niedzielę i jazdy od 6.30. Zwlokłem się, wziąłem odpowiednie środki psychoaktywne i w samochód, na kurs. Bez obaw, wszystko legalnie - kawa. 

"Dzisiaj sobie pojeździsz ósemki i wolny slalom, ale naprzemiennie, żeby płynnie zmieniać "podejście" do motocykla".

Ok, zobaczymy, co z tego wyjdzie - wyziewałem w myśli. Pierwsze wrażenie z obcowania z moto nie było idealne, a ubierając je w słowa, brzmiało by tak: "Kur*a, jakie śliskie te podnóżki!!!". Wszystko przez pogodę - świeciło pięknie słońce, niestety za chmurami, z których kropił deszcz, a buty prawie a la stereotypowy skuterowiec (nie, nie klapki...) robiły swoje. Po kilku wykręconych ósemeczkach i raz nieudanym slalomie (zjazd stopy z podnóżka) wszystko zaczęło się układać i szło bardziej automatycznie. Motocykl wreszcie miał na grzbiecie kogoś, kto nie przeszkadzał mu skręcać, więc się odwdzięczył. Podczas kręcenia kolejnej ósemki zostałem odkrywcą: Jakoś z automatu przesiadłem się tyłkiem na zewnętrzną zakrętu i... Oczywiście mogłem kręcić ciaśniejsze pętelki, bo wzmocniłem "efekt podnóżka". Zaowocowało to tym, że nawet przy zagapieniu się troszkę nie w to miejsce, w które trzeba byłem w stanie skorygować tor jazdy mieszcząc się w ósemkowym prostokącie. Wydaje mi się, że połączenie slalom wolny i ósemka mógłbym zdać tylko z odrobinką szczęścia, jeśli moto egzaminacyjne było by podobne w prowadzeniu, a słyszałem, że z tym różnie. Werdykt instruktora - jutro, jeśli pogoda nie będzie tragiczna, jedziemy w (a raczej za) miasto, żeby poćwiczyć zmianę biegów do slalomu szybkiego. Zapytałem też o "przesiadanie" się tyłkiem na zewnętrzną stronę zakrętu i okazało się, że odkryłem przeciwsiad, o którym będzie później, żeby nie stosować go, kiedy nie trzeba (czyli jak mniemam przy większych prędkościach?).

 

 

14. 07. 2015.

 

Inny motocykl, rozjeżdżenie się na nim i w miasto. Czyli farsa na dwóch kółkach.

Pierwsze, co dało się odczuć, to to, że na placu uczyłem się delikatnie ruszać, bez dodawania gazu i jakoś tak zostało. Chyba nie muszę tłumaczyć, czym to skutkowało w ruchu drogowym. Z ciekawszych wybryków... Pomyliłem migacz z klaksonem - pozdrawiam strąbionych omijanych ;) Udało mi się też przykorkować przejście dla pieszych dzięki temu, że nie zredukowałem biegów podczas zwalniania. Żal trochę, że nikt tego nie nagrywał - fajnie musi wyglądać koleś w pomarańczowym wdzianku z wielkim "L" "kaczkujący" motocyl do przodu w nadziei (lub nadzieji, jeśli czytają to jakieś ważne osobistości), że uda mu się wbić bieg. Szybko doszedłem do wniosku, że powinienem odstawić alkohol. Nie dlatego, że trzęsą mi się ręce czy coś, po prostu ciągnie mnie do prawa, czyli często w rów - trochę jak rowerzystów na promilach.

Ale ale... Nie tylko ja bezwstydnie grzeszyłem - muszę serdecznie pozdrowić pana, który jest już tak za***istym kierowcą (zawodowym chyba, bo jeździ dostawczakiem) że potrafi trzymać telefonik przy uchu w czasie jazdy i jednocześnie wymuszać pierwszeństwo skręcając w lewo. Ale po strąbieniu przez instruktora przeprosił światłami. Tyle, że z naprzeciwka nie zawsze będzie jechać ciamajda - ślamazara i nie zawsze będzie skręcać w prawo... A wtedy jego pier......e i brak skupienia nie będą kosztowały kogoś szczypty nerwów, ale życie, a przynajmniej zdrowie.

 

Ostatnie pół godzinki na placu to, co leżało, czyli ruszanie nie a la śpiący emeryt. Pomogło. Będzie lepiej, a sam wypad na miasto przydał się, bo wiem, nad czym muszę pracować, a poza tym zobaczyłem, że jazda motocyklem to naprawdę fajna sprawa, ale wymagająca umiejętności, myślenia i zapewne ciągłego doskonalenia techniki. I to też jest jej urok :smile:

 

17.07.2015

 

Pojawiam się na placu manewrowym i wita mnie pytanie: Ty ósemki na 2 robiłeś?

- Nie...

-A z jedną ręką na baku?

-Nie...

-No to dzisiaj sobie to poćwiczysz.

Jak sobie poćwiczysz, to zaczynam. I powtarza się scenariusz taki sam, jak na początku z ósemką - "ale jak to tak można no?!". Ano można. W prawo zaczęło iść całkiem szybko, w lewo zajęło kilka minut dłużej. Kiedy już się "zakręciłem" dla rozluźnienia wolny slalom (który też będę ćwiczył z jedną ręką), później przymiarki do slalomu szybkiego - raz udało mi się go przejechać z odpowiednią prędkością, by później się zdekoncentrować i pojechać pachołki ;) Z resztą na slalomie wolnym też zamiast jechać raz uciąłem sobie krótkie rozmyślania zakończone pachołkową demolką. A mówili, żeby patrzeć tam, gdzie się chce jechać? Mówili. To czemu, dziadu, nie słuchasz - opieprzałem się sam w myślach.Co mnie cieszy to to, że nie boję się przechylać motocykla i jakoś tam pracuję ciałem. Później kilka razy górka - dobra dla wyczucia sprzęgła i gazu - i do domu. Jutro pobudka o piątej i o 6 na plac.

Edited by Calmwater (see edit history)
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

18. 07. 2015

 

Mieszanka plac/ miasto. Slalom wolny z 1 łapką na baku, troszkę zabawy w slalom szybki a później przejażdżka po mieście. Ruszanie było już mniej tragiczne, chociaż dają o sobie znać nawyki z jazdy samochodem, które mogą spowodować oblanie egzaminu ;) Przyjemny dzień.

21. 07. 2015

 

Cytując klasyka: "Łódź, kur.a!"

Rozpoczęliśmy od jazdy na retkinię. Parę zakrętów (oczywiście branych jak emeryt, ale i tak przyjemnych) i rondka. Zauważyłem, że jeszcze jeżdżąc motocyklem na tyle skupiam się na samym procesie jazdy, że mam trudności z wyłapaniem, gdzie mam jechać ;) I to, co samochodem przejeżdżam intuicyjnie, motocyklem może sprawić mi trudności (wjadę na nieodpowiedni pas itp. komplikując sobie życie). Ale samochodem miałem podobnie po egzamine, więc chyba wszystko ok. Zmusiłem się też do trzaskania teorii, bo testy, jak pewnie wiecie, nie są do "zdania automatem" jeśli znamy przepisy, a nie znamy intencyj wszelakich układającego pytania.

Link to comment
Share on other sites

  • 4 weeks later...

Tak zawsze jest na początku, że bardziej zajmujesz się techniką jazdy niz całym otoczeniem :biggrin: jak wyczujesz motor dobrze, to będziesz ogarniać wszystko na raz

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
  • Create New...