• Sky
  • Blueberry
  • Slate
  • Blackcurrant
  • Watermelon
  • Strawberry
  • Orange
  • Banana
  • Apple
  • Emerald
  • Chocolate
  • Charcoal
Piuriel

Jak Zaczynaliśmy

25 postów w tym temacie

Siemka,
Nie zlokalizowałem takiego tematu zbiorczego, każdy jedynie jakieś tam słówko szepnął o sobie w powitalni..

Może warto taki temacik założyć, żeby każdy szukający/początkujący lub po dłuższej przerwie miał punkt odniesienia do tego jak koledzy zaczynali i jak oraz na czym obecnie jeżdżą?

Jak się nie przyjmie lub jest w złym miejscu to mod do kosza pogoni i tyle :smile:

Piuriel

Od małego ciągnęło mnie do motoryzacji takiej czy innej. Co roku jeździliśmy do dziadków nad morze (Kołobrzeg) i tam przez letnie tygodnie siedziałem jako szkrab z dziadkiem na jego WSK 125ccm. To było jakieś 25 lat temu. Dziadek był listonoszem i po okolicznych wioskach rozwoził listy w orzeszku na swojej WSK. Jak tam byłem to czasem mnie brał ze sobą. Jarałem się jak pochodnia, ale byłem za mały, żeby samemu wsiąść nawet :biggrin: 
I tak tylko podawałem dziadkowi klucze i dolewałem mixolu do kanistra w już przygotowanej dawce przez każde wakacje.
Dziadek przeszedł na emeryturę, WSK trafiła do szopy na chyba 2 lata -totalnie nie ruszana. Któregoś roku z tatą postanowiliśmy ją odkopać (stała pod stertą gratów, desek i innego złomu jak to na wioskach się trzyma takie rzeczy).
Sprzęt tata wykopał. Wyglądała fatalnie, pajęczyny, gruz, syf...
Na szczęście bez paliwa. Rozebrał ją tata a ja bacznie się mu przyglądałem dniami jak sprzęcior był reanimowany.
Udało się, zagadała (oczywiście z po pychu :biggrin: ) kupa dymu, bo doj**ałem za dużo mixolu.. -spoko Łukasz, dobrze jej to zrobi, przepali się :biggrin:

Jeździłem z tatą, ja przed nim sterując gazem :biggrin: potem samemu kierując. Któregoś roku zacząłem sam wchodzić do szopy i po prostu ją sobie odpalałem, bo mogłem i miałem na tyle siły i wzrostu.
-No to dawaj nauczymy młodego jeździć!
Próby ruszania z plecakiem w postaci taty, płacz, bo się nie udawało (miałem ok 10 lat) i w końcu sam jeździłem po podwórku mijając kurczaki slalomem. Ruszanie ze zrywa na polanym z wiaderka trawniku też były uskuteczniane :biggrin:
Z roku na rok WSK dawała wiele frajdy. Kolejnego roku wracając do Łodzi zabraliśmy głowice i daliśmy do planowania, bo mocy mało było, również zębatka poszła mniejsza o ząb na przód. Po obróbce rok czekania do następnych wakacji... -_-
WSK stawała na koło na pierwszym biegu (przecież nie na 3) i kolejne dwa miesiące wakacji upalania po lasach i łąkach.

W międzyczasie przeprowadziłem się do Nowosolnej (Łódź - Widzew).
Miałem jakieś 14-15 lat. Sąsiad o rok starszy kupił sobie crossa. Baba Jaga Yamaha yzf125 :biggrin: Dzik 40Km. Jak ja na to wsiadłem to nie było świata dla mnie poza crossem. Szło jak pojebane (w stosunku do WSK, bo tylko to miałem pod d*pą). Jeździłem z nim na tor w Strykowie i jak on sobie robił przerwę to ja objeżdżałem tor w jego stroju i przepoconym kasku.
Radocha ogromna, pierwsze hopki, gleby..

Zapadła decyzja, że trzeba mi kupić moto. Miałem wziąć babe jagę od kumpla.
Połamałem rękę w łokciu jednak... Na rowerze. 2001 rok w maju. Kilka operacji rehabilitacja, bo się na rowerze wysypałem na hopce :/

Ręka już ok, 2 lata ponad trwała rehabilitacja, ale jest sprawna. (za odszkodowania kupiłem nowy rower :biggrin: )
Temat crossa wrócił oczywiscie i tak było kawasaki 125ccm, ktm 250ccm (dzik straszny), yamaha 125ccm (najlepiej mi się nią prowadziło), WR400 (masakra). Skończyłem temat crossów jakieś 10 lat temu, może mniej. ( rodzina obowiązki)

Co roku jednak jak się zaczynał sezon to patrzyłem jak motocykle zapełniają powoli ulice i mówiłem, że w swoim czasie też dołączę..
No i jestem tutaj na forum, szukam moto (lada dzień) i będę znowu jeździł. Tym razem na codzień nie od swięta po torze czy po lasach po szkole.


To tyle nie licząc krótkich epizodów na Bandit brata lub kolegi FZ.


:smile:

4 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Ja zaczynałem od Motorynki w wieku 7 lat. Dostałem ją zimą na gwiazdkę od dziadka.Na dworze leżał śnieg,a ja odpalałem ja w domu.Widząc to mój wujo stwierdził,że mnie nauczy jeździć.Wyniósł motorynkę na dwór i zimą na śniegu uczyłem się jeździć.Później w wieku 11 lat  lat przyszedł czas na OGARA 205.Jeżdżąc moim '' pierdzikółkiem'',jeździłem do mojego chrzestnego ,który posiadał sprzęt WSK 125.Stał w garażu nie używany od dłuższego czasu.Wujo widząc moje zainteresowanie zapytał się czy chciałbym ten ''sprzęt''.Odpowiedź była oczywista TAAAAAK....I oto tym sposobem byłem szczęśliwym posiadaczem tzw.WIEJSKIEGO SPRZĘTU KASKADERSKIEGO :biggrin: .Gdy w rok 1994 zrobiłem prawko kat.''A'' i ''B'' moto poszło w odstawkę,a przyszedł czas na AUTO.I oto tym sposobem moja jazda na moto się skończyła.Po dłuuuuugiej przerwie w 2014 roku przyszedł czas znowu na moto.Jest to KAWASAKI ZZR 600.Niektórzy stwierdzą ,że na pierwsze moto za mocne ,ale tak się stało i tak jest.To po krótce moja historia....

3 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

I jakie były pierwsze wrażania na kawie po takiej przerwie?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moto :biggrin:  PRZECINAK :P .To nie to samo co WSK czy JAWA 350 na ,której jeździłem bardzo sporadycznie.Jeszcze dużo nauki przede mną.Chociaż ''fantazja nieraz ponosi... :riding:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bocian a ty przypadkiem nie masz zielonej kawy i nie jeździłeś po Mroźnej w sobote albo niedziele

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hehe, Bogdan, jakbym swoją historię czytał. Tylko zamiast motorynki był Komar 3, a zamiast WSK - MZKi.

Pamiętam, ze kurs prawa jazdy robiłem na WSK 125, a egzamin zdawałem na Simsonie.

Po dłuuuuugiej przerwie wsiadłem na rometa division 249 (nie wiem skąd taka nazwa, bo w papierach ma 223 cm).

Aktualnie VFR 800 i to jest absolut :riding:

Pozdrawiam

Edytowano przez hubert (zobacz historię edycji)
1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bocian a ty przypadkiem nie masz zielonej kawy i nie jeździłeś po Mroźnej w sobote albo niedziele

To nie moja....Mój ZZR ma kolor bordo :smile: ....po przejściach :decayed:

Edytowano przez Bocian (zobacz historię edycji)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja zaczynałem od Czewonej motrynki, potem Ogar i MZ150... a potem to już poszło... Japończyki z tzw. wielkiej 4-ki 600-tka , 919, 1000 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja zaczynałem od Rometa 50-T-1 z sentymentem go wspominam. Później Simson i obecnie Yamaha XJ 600.

1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja zacząłem od Javy 50 potem ją rozłożyłem do czyszczenia a że dzieciak byłem i mało cierpliwości do takich rzeczy to niestety więcej nie pojeździła :smile:

1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

witam panów PO 40 nic nie napiszę bo wszystko już napisaliście o mnie, dodam tylko Junaka :moto:

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Bakcyla motocyklowego zaszczepił we mnie mój chrzestny.
On miał Jawę a ja jako mały szkrab uwielbiałam z nim jeździć i czuć wiatr we włosach :)

W wieku 12 lat dostałam od niego na urodziny motorynkę Romet (czerwona) była z silnikiem od komara więc osiedlowi koledzy ze swoimi motorynkami nie mieli w wyścigach ze mną szans :P
W końcu zwykła jazda zaczęłam mi się  szybko nudzić, wiec zaczęłam kombinować.... to co?! Wymyśliłam sobie wyskoki :decayed:  (crossa mi się zachciało)...... niestety moją piękna motoryna tego niewytrzymała i pękła rama :unsure:  :( po tej przygodzie widniał na ramię wielki spaw, a raczej boby spawalnicze :P
Po 3 latach ostrej jazdy przekazałam czerwoną strzałę mojemu bratu i on już wykończył ją doszczętnie.

Potem zaczęłam jeździć na Suzuki DR 350 super motocykl, niezniszczalny, tylko że ciężki, ale miał super plus jak dla mnie MIAŁ ROZRUSZNIK :D, a że uwielbiałam jeździć w terenie i od czasu do czasu jakąś glebę się zaliczyło .... to podnosiłam swoją maszynę ( a to był już spory wysiłek) siadałam na niej i co dzięki Bogu nie trzeba było kopać, tylko dumnie naciskałam magiczny guzik B)  i pędziłam dalej.

Kolejny zakup to była Honda XR 250 R, czyli sporo lżejsza maszyna od DR. Niestety brak rozrusznika -_- ! Co na bezdrożach i bagnach dawało mi ostro w kość, bo musiałam nieraz sporo się napracować, żeby odpalić ognistą maszynę. (Nie wspomnę, że przy tej czynności nie jedno niecenzuralne słowo z moich ust wyszło. :whistling: )

W międzyczasie bawiłam się jazdą na quadach, ale takiej frajdy jak na moto nie ma :/  A serce nie sługa więc musi być Motocykl. :riding: 

W obecnej chwili Kawa Er6n jak dla mnie super maszyna i złego słowa o mojej perełce nie powiem :smile: 

3 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Motorynki są mega.
Kiedyś mój kolega miał taką i jechaliśmy w dwóch, ja siedziałem z tyłu na piłce nożnej zablokowanej między siodełkiem a tablicą rejestracyjną (to ta jednoosobowa). Jechaliśmy po nierównej drodze i mi ta piłka wypadła a ja z nią... Padłem jak długi na żwir i zaorałem kolana i łokcie.
Mój tata w zeszłym roku sobie kupił taką motorynkę i wyremontował. Teraz stoi jego motorynka (Nabuhotodonozor) obok mojej CBR i zimują.
Czasem jak wpadnę do rodziców to upalam ją po osiedlu :smile: Taki prawie pocket bike :biggrin:

2 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Oj tak ja mam sentyment do motorynki. Ja ze swoim Rometem wiele przeszłam  :smile:

BMX był fajny ale mieć motorynkę to już był wypas...

Szczerze mówiąc też myślę o zakupie takiej motorynki dla mojej starszej córki bo ona też już zaczyna mi truć że chce jeździć i chyba jej musze z prezentować jakąś strzałę.

2 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No ja bym chciał ma nad syna zarazić. Ma 10 lat i jak siedzi na motocyklu to czuje dyskomfort taki, że nie ma nad nim kontroli, bo jest za mały. Na motorynce nie ma siły w łapce na zmianę biegów, bo tam jest to nie w nodze a pod sprzęgłem, wciskasz klamkę i przekręcasz ją w górę lub w dół.
Myślę o jakimś elektrycznym moto dla niego.

Edytowano przez Piuriel (zobacz historię edycji)
1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

a ja panowie jako najmłodszy na podwórku nie miałem okazji posiadania swojej wymazonej motorynki,za to starsi koledzy mieli motorynka szt 2 komar szt 1 ogar szt 2 i najbogatszy w stadzie posiadał simsona jaki on był cudownym pamiętam że zawsze w soboty otpalane były cuda i do lasku przy elektrowni łódź-widzew jeździliśmy aż paliwa brakowało i później pchanko pod blok i do piwnicy.Zaje...te czasy i komu było potrzebne prawko ,tak się zaczelo po przerwie 30 letniej zrobiłem prawko i zaczelem przygodę na swoim kilofazerze po trzech sezonach przyszedł czas na Tiger955i, następny sezon 2017 zapowiada się ciekawie bo z "FŁM" pozdro LWG

No ja bym chciał ma nad syna zarazić. Ma 10 lat i jak siedzi na motocyklu to czuje dyskomfort taki, że nie ma nad nim kontroli, bo jest za mały. Na motorynce nie ma siły w łapce na zmianę biegów, bo tam jest to nie w nodze a pod sprzęgłem, wciskasz klamkę i przekręcasz ją w górę lub w dół.

Myślę o jakimś elektrycznym moto dla niego.

nic na siłę sam przyjdzie odpali i pojedzie tak jak mój teraz śmiga na Zippro125 koło komina bo bez papierka

po tatusiu:)

1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

1999 rok mój tata kupił mojemu bratu motocykl WSK. Nikt prócz mojego brata nie umiał jeździć. Pewnego razu tata postanowił spróbować po działce trochę pojeździć. Mieliśmy dosyć spora działkę w Grotnikach więc było gdzie jeździć. Tak samo ja postanowiłem za zgodą taty spróbować. Na początku umiałem tylko ruszać pilowalem moto na pierwszym biegu. Po kilku jazdach w końcu udało mi się zmieniać biegi. I tak moja historia się zaczęła. Chciałem mieć Simona czy tego typu moto ale nie było nas stać. WSK była tańsza. Potem była jawa 350 cz a po niej 350 ta. W 2010 roku kupiłem już porządny sprzed czyli bandyta 600 i postanowiłem zrobić prawko. Suzuki jeździłem do 2013 roku i potem kupiłem CBR XX do dnia dzisiejszego śmigam.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No cóż - jak na ponad półwiecznego "dziadka" moja historia będzie się różnić od typowych opowieści. Ja w młodości NIGDY nie jeździłem na żadnych dwókołowcach z silnikiem. Rower owszem, nawet chętnie - najpierw Junior, potem składaki. Ale motocykle? Jakoś ten temat nie istniał, ani w rodzinie, ani w okolicy. Puszka - to było coś!

 

Ale temat pojawił się po raz pierwszy kilka lat temu w postaci kumpla, a właściwie dwóch, którzy nagle powrócili do hobby - jeden miał Hondę Deuville, drugi - zbajerzonego Intrudera. Wrócili na dwa koła po latach, więc się przyglądałem, jak sobie radzą po powrocie. A jak rzucili hasło, że jedziemy na urlop - oni na moto, a ja jako kierowca "puszki", to mi się trochę gęba wydłużyła - dlaczego ja mam być za karawaniarza? Ale jeszcze nie myślałem o papierach.

 

Aż tu nagle, pewnego dnia w moim gabinecie pojawił się facet, który miał szkołę nauki jazdy i na dodatek był niedalekim sąsiadem. Ale wtedy w ofercie nie miał prawka kat. A. Spotkałem go przypadkiem po kilku miesiącach, przejeżdżając pod jego domem - pogadaliśmy chwilkę, aż on powiedział, że ma Zippa 250 i można u niego zrobić prawko na moto. Na to ja, że pomyślę, choć bez entuzjazmu... Ledwie wróciłem do domu, dzwonek przy furtce zadzwonił - patrzę, a to mój sąsiad-instruktor, na tym Zippku - i mówi - jedziemy na placyk! Ja na to, że nie jestem gotowy, ale po 15 minutach namawiania, uległem. Na placyku wsiadłem na tego Zippa... i się zakochałem w jeździe. A był to wrzesień 2012 roku - w grudniu, w rocznicę ślubu ( :smile: ) zdałem egzamin na A (rzutem na taśmę wg starych, dobrych przepisów), od wiosny zaś jeździłem tym Zippkiem, którego pożyczałem od sąsiada.

 

W październiku 2013 zostałem szczęśliwym posiadaczem Fazera Fz600 z 2003 roku i od tej pory chłonę przyjemności jazdy na 2 kółkach. Nie bez pewnych przygód co prawda, ale to całkiem inna historia... :decayed:

 

Dodam, że z jeden z tych kolegów całkiem odpuścił jeżdżenie, a drugi nie ma czasu...

Ale przyczyniłem się do zrobienia prawa jazdy przez młodszego kolegę z pracy i przynajmniej w tym względzie czuję, że spełniłem jakąś misję.

Edytowano przez Lancet (zobacz historię edycji)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A ja długo jeździłem Romecikiem jak większość zanim zrobiłem prawko:) Moja historia z Zippem zaczęła się dość niedawno, bo jeżdżę dopiero rok czasu.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No ja bym chciał ma nad syna zarazić. Ma 10 lat i jak siedzi na motocyklu to czuje dyskomfort taki, że nie ma nad nim kontroli, bo jest za mały. Na motorynce nie ma siły w łapce na zmianę biegów, bo tam jest to nie w nodze a pod sprzęgłem, wciskasz klamkę i przekręcasz ją w górę lub w dół.

Myślę o jakimś elektrycznym moto dla niego.

To jakas stara miales..ja latalem motorynka z silnikiem dwubiegowym noznym

 

Wysłane z mojego GT-P5200 przy użyciu Tapatalka

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No mega stara jest. Mój ojczulek ją sobie odbudował.

1 osoba lubi to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

No mega stara jest. Mój ojczulek ją sobie odbudował.

Romet Pony 50-M-1 Romet Pony 50-M-2

 

Romet dysponował odpowiednim silnikiem typu 017, który od 1974 roku trafiał do motoroweru Romet 750 a następnie 760 „Polo”. Przeszedł on jednak bardzo niewielką modernizację. Gaźnik wyposażono w tłumik szmerów ssania. Od tej pory jednostka ta oznaczana była jako 022, a produkowana była w zakładach Dezamet w Nowej Dębie.

 

Pojemność skokowa tego niewielkiego silnika wynosiła 49,8 cm³ a moc przenoszona była na niewielkie, 9 calowe, odlane z lekkiego stopu koło tylne, za pośrednictwem łańcucha i dwubiegowej skrzyni manualnej. Zmiana biegów następowała za pomocą obrotowej rączki. Pojazd miał sprzęgło cierne, 2-tarczowe, mokre. Moc tego jednocylindrowego silnika dwusuwowego wynosiła 1,7 KM przy 4800obr/min i stopniu sprężania równym 8:1. Spalanie mieszanki wahało się w okolicach 2-2,5 litra w zależności od stylu jazdy i wagi użytkownika. Prędkość maksymalna oscylowała wokół zgodnych z przepisami 40 km/h. Jednostka zasilana była poprzez gaźnik GM12F.

 

Odlane koła miały wbudowane bębny hamulcowe o średnicy 97,5 mm. Najważniejszą cechą motorynki Pony były kompaktowe wymiary. Długość całkowita: 1400 mm, rozstaw osi: 940 mm, szerokość kierownicy: 685 mm, masa własna bez płynów: 40 kg.

 

Romet Pony 50-M-2 Romet Pony 50-M-3 Romet Pony 50-M-1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja po rożnych małych wynalazkach jako dzieciak - kupiłem w 96' pierwszy duży motocykl MZ ES250 z 79'. Totalna padaka pomalowana pędzlem na zielono-żółto.. z bakiem od IFY BK350 jakimś dziwnym pikowanym siedzeniem i z widelcem od nie wiadomo czego, ale jeździła.Całe wakacje zbierałem truskawki  by ją kupić, a i tak nie zarobiłem, dołożył mi dziadek. Moi rodzice o niej nie wiedzieli, stała u kolegi na podwórku pod wiatą śmietnika. We wrześniu 96' kopnąłem moją maszynę, przyczepiłem plecak kostkę z boku i dojechałem nad morze do Władysławowa. Zadzwoniłem wieczorem do domu że jestem motorem nad morzem i że będę jutro - usłyszałem tylko, że nie mam po co wracać... :-) Przespałem się z motorem na plaży i wróciłem. Od tamtej pory w tym roku minęło 20lat. 20lat na motocyklu bez przerwy. Wtedy nie miałem nawet typowego prawka tylko kartę motorowerową zrobioną dla Rometa 50... Jeździłem na tym moją MZ, potem Hondą Silverwing 500, a potem GSX1100F i na nim pojechałem do Piotrkowa zdać egzamin, ale był to już rok 2002 :-) To były piękne czasy, które już nie wrócą, była garstka zapaleńców na wszelkiej maści maszynach, spotykaliśmy się na pl.Wolności lub w garażu na dołach. Każdy się znał, każdy mógł liczyć na pomoc drugiego. Dziś zmieniły się czasy, motocykl stał się bardziej dostępny, jeździ ich dużo jak na polskie warunki, znają się ci którzy chcą się znać - taki jest znak czasu. Pozdro!

5 osób lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Romet 50 to było to. Zaczynałem takim co nie dość, że miał biegi w manecie to jeszcze miał pedały. A wcale taki stary nie jestem :-)

Przygoda z moto skończyła się dla mnie na dość długo jak brat wjechał tym komarkiem w płot sąsiada.

Kilka la przerwy i stwierdziłem, że chcę mieć swojego komarka. Odkupiłem od sąsiada - karty motorowerowej nie miałem więc mój tata pojechał do Łodzi na jakiś dziwny przegląd.

Jak wrócił z tej wyprawy to przypomniał mi chyba wszystkie niecenzuralne słowa jakie znam i poznam :-P Podobno jechało się super :-D

 

Koledzy dawali pośmigać na WSK, WFM 125, raz na Junaku. Znów długa przerwa i kumpel kupił Kawę er5n a drugi Yamahę Drag Star 125.

Ten od er5 zapytał czy umiem jeździć - powiedziałem, że umiem ruszyć a reszta pójdzie sama. No i poszło. Nie wywróciłem się, zrobiłem kilka rundek po mieście i oddałem.

Drag Starem jeździłem z okazji tego, że ziomek stacjonował w Wawie i rzadko śmigał. Tam z resztą ma BMW F800R o którym mowa później.

 

Kiedyś chciał pojeździć z kimś a miał 2 moto. Wolał mi dać BMW, pamiętam jak powiedział: Tylko się nie wypierdol bo nie oddadzą mi nic z AC :-D

 

Oczywiście wszystko poszło ok, zero stłuczek, wywrotek itp. Zapragnąłem mieć własne moto i urodził się syn. Kasa leżała, żona niczego nie świadoma myślała, że mój przyjaciel swojego bandziora dalej u nas garażuje :-D A to już był mój bandzior.

 

Tyle, dziękuję za uwagę.

4 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zapragnąłem mieć własne moto i urodził się syn.

 

Brzmi jakby tu był jakiś związek przyczynowo-skutkowy :laugh2:

2 osoby lubią to

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!


Zaloguj się