Skocz do zawartości
  • Sky
  • Blueberry
  • Slate
  • Blackcurrant
  • Watermelon
  • Strawberry
  • Orange
  • Banana
  • Apple
  • Emerald
  • Chocolate
  • Charcoal
Zaloguj się, aby obserwować  
mdfimage

Podróż Za Milion Uśmiechów! - Relacja

Polecane posty

mdfimage

Motorowerem nad Bałtyk? To w ogóle da się tym podróżować? Tak daleko? Nie zepsuje się po drodze? – te pytania krążyły mi po głowie dzień przed wyjazdem. Jutro wyprawa ma się zacząć a dzisiaj odpadł mi wydech podczas jazdy, zerwała linka gazu i puściła uszczelka. Magia motorowerów, ale mimo tych wszelkich zmartwień i obaw wyruszyłem i spełniłem swoje marzenie!

 

2qvtant.jpg

 

 

Jest słoneczny poniedziałkowy poranek, wakacje trzeba to dobrze wykorzystać. Typowy 15 latek włączył by komputer i zaczął grać, ale nie ja! Wraz z moją kuzynką Patrycją pakujemy bagaże na nasze „rumaki”.  Ubrania, narzędzia, garnki, namiot, karimaty trzeba upchnąć na mojego bzyczka i motocykl Patrycji. Rodzice patrzą ze zmartwieniem i jednocześnie podziwem jak pakuje się do mojej wymarzonej wyprawy.

 

242zxqv.jpg

 

 

Ruszamy w drogę!

 

 

Jeszcze tylko zapakować zapas oleju do mieszanki, zabrać ze sobą dobry humor, pożegnać się z rodzicami i w drogę! Zapalam swoją Gilerę, czuję zapach dwusuwowych spalin, to oznacza że przygodę czas zacząć. Wyruszamy z kopyta w stronę Łasku, dalej Uniejów, Kłodawa, Inowrocław aż do Mielna. Co 40 km przerwa na ochłodzenie silniczka w moim cruiserku.  Przelotówka 60 km/h pozwala na bardzo dokładne podziwianie przepięknych krajobrazów  lipcowej Polski. Wsie, miasteczka, lasy, zabytki, dzikie zwierzęta i piękna pogoda, o to chodziło!  Kilometr za kilometrem, ochota na jazdę narastała i każdy ruch manetką przyspieszał bicie serca.

1617ye.jpg

 

Pierwsze usterki

 

Koniec pierwszego dnia podróży, godzina 18. Mkniemy naszymi maszynami po Inowrocławiu w poszukiwaniu noclegu, aż tu nagle BUM! Spinka łańcucha wystrzeliła a mój zestaw napędowy momentalnie znalazł się pod kołami samochodów jadących za nami. Z lekko skwaszoną miną zaczynamy szukać najbliższego warsztatu gdzie będzie można zakuć łańcuch. Niestety próby zakończone niepowodzeniem zaprowadzają nas do posiadłości sołtysa gminy Inowrocław, u którego na przedwojennym imadle udaję nam się zakuć łańcuch młotkiem. W ferworze emocji zapominam ustawić koła idealnie prosto względem wahacza. Wskutek czego łańcuch zaczął spadać już 5 km od Inowrocławia. Godzina 22, wymęczony i usmarowany stoję przy drodze krajowej , bez świateł i ze spadającym łańcuchem. Do tego wszystkiego nie mogliśmy znaleźć noclegu, lecz w końcu udało się nam przenocować na podwórku hotelu sportowego. Rozstawianie namiotu o 22 bez latarki okazało się nie lada wyzwaniem!

 

jzh9h3.jpg

 

Pełną parą do Mielna!

 

Wstajemy o 7:00, dzień zaczynamy od wycentrowania koła  i zjedzenia śniadania. Wyruszamy około 9:30 i postanawiamy, że dzisiaj dojedziemy do celu. Po drodze stajemy w serwisie motorowerów i kupujemy zapasowy łańcuch. Kilometry mijają i powoli dojeżdżamy do Bydgoszczy, gdzie decydujemy, że zamiast okrążyć miasto to przejedziemy przez samo centrum. I to był największy błąd tej wyprawy! 35°C, słońce i ogromne korki. 10 samochodów czeka na zielono światło z niecierpliwością, a ja zamiast startować odpalam mój 130 kilogramowy motorower na pycha. I tak na każdych światłach. Przeprawa przez Bydgoszcz zajęła nam około godziny. Po wyjeździe z miasta byłem tak spocony, że przykleiłem się do siodła mojej Gilery. Nad morze pozostało „tylko” 170 km, co z pozoru wydaję się niewielką odległością. Co godzinę przerwa na dolanie wody do chłodnicy i uzupełnienie oleju w skrzyni biegów. Nieszczęsna uszczelka nie daję o sobie zapomnieć.

 

2a4u68m.jpg

 

Prawie u celu

 

Dzisiejszy dystans dochodzi do 250 km i jesteśmy wyczerpani po 10 godzinach „jazdy”. Energie dostarczam za pomocą przysłowiowego Snickersa . W oddali widać już tabliczkę Koszalin, banan na mojej twarzy pojawił się momentalnie. Ostatnia przerwa przed dojazdem do Mielna na stacji i nagle huk jakby ktoś z czołgu strzelił! Przestraszony spoglądam na moją prawą nogę zalaną mieszanką oleju do skrzyni z wodą z chłodnicy. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Schodzę z rumaka i nagle moim oczom ukazuję się termostat, który najwidoczniej postanowił wystrzelić z głowicy.  Razem z pomocą Patrycji składamy wszystko od kupy i ruszamy na ostatnie 10 km podróży w jedną stronę. Centrum Mielna, tony ludzi spoglądają na nas (ze względu na nieszczelność wydechu  w moim Eaglecie) i już ostatnie metry, wjeżdżamy na kemping zmęczeni i dumni z siebie i naszych maszyn. Rodzice nie chcą uwierzyć w to, że udało nam się dojechać.  Powoli się z ciemnia i idziemy na plaże na mini sesje zdjęciową. Zadowoleni z siebie idziemy spać.

 

nvsfgw.jpg

 

Z powrotem do domu

 

Po tygodniu spędzonym w najbardziej imprezowym mieście w Polsce zaczynamy drogę powrotną. Jak zwykle pakowanie wszystkiego na motocykle i w drogę. Postanowiliśmy, że na powrót przeznaczymy 3 dni, żeby za bardzo się nie spieszyć. Zaraz po wyjeździe z pola namiotowego zaczęły się pierwsze problemy: wypadła dźwignia załączająca sprzęgło, olej znowu mieszał się z wodą itp. Po pierwszych 10 km jazdy, udajemy się na drogę objazdową Koszalina, dojeżdżam do ronda redukuje do 3 i nagle poczułem, że to nie panuje nad motocyklem, a on nade mną. Zablokowała się linka gazu na najwyższych obrotach. Co tu zrobić? Zaciągnąłem sprzęgło aby zjechać na bok i od razu załapałem odcinkę (14 tyś).  Linkę naprawiłem za pomocą taśmy klejącej i opasek zaciskowych. Zafascynowani jazdą dojeżdżamy do Szczecinka, gdzie udajemy się na wyciąg nart wodnych. Po zażyciu kąpieli w jeziorze kierujemy się na  Jastrowie. W ciągu kilku minut warunki pogodowe zmieniły się diametralnie:  burza, deszcz i 18°C. Zjeżdżamy z trasy w poszukiwaniu schronienia i w najbliższej wiosce znajdujemy warsztat samochodowy, który zgodził się nas przenocować. Poznaliśmy tam przesympatyczną rodzinę, które dała nam garaż dla naszych motocykli, pożyczyła nam rowery, naładowała akumulator i nie chciała za to ani grosza. Cały dzień lało i nieco poddenerwowani idziemy spać. Pobudka o 8 i czekało nas rozczarowanie: Ciągle pada! Jeśli chcieliśmy wrócić do domu w ciągu 2 dni musieliśmy spakować się i jechać dalej.  Kiedy wszystko było już gotowe a my przygotowani do podróży okazało się że linka gazu przetarła się na dobre i trzeba ją wymienić. Po raz kolejny życzliwa rodzina z Omulnej uratowała nam tyłki, poprzez podwiezienie nas do najbliższego sklepu z linkami, gdzie udało się zakupić potrzebne rzeczy. Przez przypadek zostawiłem część gaźnika w sklepie i musieliśmy się wracać :biggrin:. Po złożeniu motorka do kupy wyruszyliśmy na walkę z żywiołem. Deszcz na szczęście odpuścił po 30 km i mogliśmy nieco mniej zestresowani kontynuować wojaż.

 

2le78ld.jpg

 

To jeszcze nie koniec!

 

Przed ostatni dzień wyprawy dobiega końca a na nas czeka już zarezerwowany nocleg w hotelu niedaleko Szubina. Za 2 osobowy „apartament” zapłaciliśmy 100 zł. Mogliśmy wyspać się na wygodnych łóżkach i skorzystać z prysznica. W naszym pensjonacie znajdowała się również restauracja gdzie skosztowaliśmy „regionalnej” pizzy i piwa. O 6 rano budzi nas dźwięk budzika, który sygnalizuje przygodę. Najedzeni emocjami, nie mamy ochoty nawet na śniadanie i jak najszybciej pakujemy się i ruszamy w drogę. Już na pierwszym postoju złapała nas malutka usterka – silnik się poluzował w ramie. Dalej mkniemy przed siebie nie zważają na naprawy. Mijamy kolejno Inowrocław, Kruszwice, Strzelno, Konin i Turek bezawaryjnie. W Turku mój organizm przechodzi lekki kryzys zmęczenia wyprawowego, pozbyłem się go za pomocą podwyższenia glukozy w organizmie (batonik J).  Jako iż było wcześnie, a do domu już niedaleko zdecydowaliśmy, że odwiedzimy po drodze termy w Uniejowie.  Spędziliśmy tam około 2 godzin świetnie się bawiąc. Po termach wsiedliśmy z powrotem na motocykle i zmierzaliśmy w kierunku domu. Coraz bardziej docierało do nas to, że nasza epicka wyprawa już dobiega końca. Ostatni postój zrobiliśmy w Łasku gdzie zatankowaliśmy swoje motorki i postanowiliśmy się zgubić. Ja byłem zmuszony zjechać na chwile na bok, a Patrycja myśląc, że pomknąłem do domu gnała przed siebie z prędkością 120 km/h. Na szczęście odnaleźliśmy się po 25 km w okolicach Dłutowa, gdzie przejechaliśmy ostatnie 10 km naszej podróży. Pożegnaliśmy i pogratulowaliśmy sobie pod bramą wjazdową i tak ukończyliśmy 9 dniową podroż pełną przygód, usterek, uśmiechów, życzliwych ludzi i esencji podróżowania, czyli wszystkiego co w życiu najlepsze.

xnywd5.jpg

Edytowano przez mdfimage (zobacz historię edycji)

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się

Zaloguj się, aby obserwować  

×