Skocz do zawartości

Forum Łódzkich Motocyklistów używa ciasteczek. Więcej informacji - Polityka prywatności. Aby usunąć komunikat kliknij na przycisk:    Akceptuję


Zdjęcie
- - - - -

Podróż Za Milion Uśmiechów! - Relacja


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
Brak odpowiedzi do tego tematu

#1 mdfimage

mdfimage
  • Użytkownik
  • 109 postów
  • Imię:Krzysztof
  • Motocykl:Sprzedana CBF .......
  • LokalizacjaTuszyn (łódzki-wschodni)

Napisano 30 sierpień 2014 - 14:04

Motorowerem nad Bałtyk? To w ogóle da się tym podróżować? Tak daleko? Nie zepsuje się po drodze? – te pytania krążyły mi po głowie dzień przed wyjazdem. Jutro wyprawa ma się zacząć a dzisiaj odpadł mi wydech podczas jazdy, zerwała linka gazu i puściła uszczelka. Magia motorowerów, ale mimo tych wszelkich zmartwień i obaw wyruszyłem i spełniłem swoje marzenie!

 

2qvtant.jpg

 

 

Jest słoneczny poniedziałkowy poranek, wakacje trzeba to dobrze wykorzystać. Typowy 15 latek włączył by komputer i zaczął grać, ale nie ja! Wraz z moją kuzynką Patrycją pakujemy bagaże na nasze „rumaki”.  Ubrania, narzędzia, garnki, namiot, karimaty trzeba upchnąć na mojego bzyczka i motocykl Patrycji. Rodzice patrzą ze zmartwieniem i jednocześnie podziwem jak pakuje się do mojej wymarzonej wyprawy.

 

242zxqv.jpg

 

 

Ruszamy w drogę!

 

 

Jeszcze tylko zapakować zapas oleju do mieszanki, zabrać ze sobą dobry humor, pożegnać się z rodzicami i w drogę! Zapalam swoją Gilerę, czuję zapach dwusuwowych spalin, to oznacza że przygodę czas zacząć. Wyruszamy z kopyta w stronę Łasku, dalej Uniejów, Kłodawa, Inowrocław aż do Mielna. Co 40 km przerwa na ochłodzenie silniczka w moim cruiserku.  Przelotówka 60 km/h pozwala na bardzo dokładne podziwianie przepięknych krajobrazów  lipcowej Polski. Wsie, miasteczka, lasy, zabytki, dzikie zwierzęta i piękna pogoda, o to chodziło!  Kilometr za kilometrem, ochota na jazdę narastała i każdy ruch manetką przyspieszał bicie serca.

1617ye.jpg

 

Pierwsze usterki

 

Koniec pierwszego dnia podróży, godzina 18. Mkniemy naszymi maszynami po Inowrocławiu w poszukiwaniu noclegu, aż tu nagle BUM! Spinka łańcucha wystrzeliła a mój zestaw napędowy momentalnie znalazł się pod kołami samochodów jadących za nami. Z lekko skwaszoną miną zaczynamy szukać najbliższego warsztatu gdzie będzie można zakuć łańcuch. Niestety próby zakończone niepowodzeniem zaprowadzają nas do posiadłości sołtysa gminy Inowrocław, u którego na przedwojennym imadle udaję nam się zakuć łańcuch młotkiem. W ferworze emocji zapominam ustawić koła idealnie prosto względem wahacza. Wskutek czego łańcuch zaczął spadać już 5 km od Inowrocławia. Godzina 22, wymęczony i usmarowany stoję przy drodze krajowej , bez świateł i ze spadającym łańcuchem. Do tego wszystkiego nie mogliśmy znaleźć noclegu, lecz w końcu udało się nam przenocować na podwórku hotelu sportowego. Rozstawianie namiotu o 22 bez latarki okazało się nie lada wyzwaniem!

 

jzh9h3.jpg

 

Pełną parą do Mielna!

 

Wstajemy o 7:00, dzień zaczynamy od wycentrowania koła  i zjedzenia śniadania. Wyruszamy około 9:30 i postanawiamy, że dzisiaj dojedziemy do celu. Po drodze stajemy w serwisie motorowerów i kupujemy zapasowy łańcuch. Kilometry mijają i powoli dojeżdżamy do Bydgoszczy, gdzie decydujemy, że zamiast okrążyć miasto to przejedziemy przez samo centrum. I to był największy błąd tej wyprawy! 35°C, słońce i ogromne korki. 10 samochodów czeka na zielono światło z niecierpliwością, a ja zamiast startować odpalam mój 130 kilogramowy motorower na pycha. I tak na każdych światłach. Przeprawa przez Bydgoszcz zajęła nam około godziny. Po wyjeździe z miasta byłem tak spocony, że przykleiłem się do siodła mojej Gilery. Nad morze pozostało „tylko” 170 km, co z pozoru wydaję się niewielką odległością. Co godzinę przerwa na dolanie wody do chłodnicy i uzupełnienie oleju w skrzyni biegów. Nieszczęsna uszczelka nie daję o sobie zapomnieć.

 

2a4u68m.jpg

 

Prawie u celu

 

Dzisiejszy dystans dochodzi do 250 km i jesteśmy wyczerpani po 10 godzinach „jazdy”. Energie dostarczam za pomocą przysłowiowego Snickersa . W oddali widać już tabliczkę Koszalin, banan na mojej twarzy pojawił się momentalnie. Ostatnia przerwa przed dojazdem do Mielna na stacji i nagle huk jakby ktoś z czołgu strzelił! Przestraszony spoglądam na moją prawą nogę zalaną mieszanką oleju do skrzyni z wodą z chłodnicy. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Schodzę z rumaka i nagle moim oczom ukazuję się termostat, który najwidoczniej postanowił wystrzelić z głowicy.  Razem z pomocą Patrycji składamy wszystko od kupy i ruszamy na ostatnie 10 km podróży w jedną stronę. Centrum Mielna, tony ludzi spoglądają na nas (ze względu na nieszczelność wydechu  w moim Eaglecie) i już ostatnie metry, wjeżdżamy na kemping zmęczeni i dumni z siebie i naszych maszyn. Rodzice nie chcą uwierzyć w to, że udało nam się dojechać.  Powoli się z ciemnia i idziemy na plaże na mini sesje zdjęciową. Zadowoleni z siebie idziemy spać.

 

nvsfgw.jpg

 

Z powrotem do domu

 

Po tygodniu spędzonym w najbardziej imprezowym mieście w Polsce zaczynamy drogę powrotną. Jak zwykle pakowanie wszystkiego na motocykle i w drogę. Postanowiliśmy, że na powrót przeznaczymy 3 dni, żeby za bardzo się nie spieszyć. Zaraz po wyjeździe z pola namiotowego zaczęły się pierwsze problemy: wypadła dźwignia załączająca sprzęgło, olej znowu mieszał się z wodą itp. Po pierwszych 10 km jazdy, udajemy się na drogę objazdową Koszalina, dojeżdżam do ronda redukuje do 3 i nagle poczułem, że to nie panuje nad motocyklem, a on nade mną. Zablokowała się linka gazu na najwyższych obrotach. Co tu zrobić? Zaciągnąłem sprzęgło aby zjechać na bok i od razu załapałem odcinkę (14 tyś).  Linkę naprawiłem za pomocą taśmy klejącej i opasek zaciskowych. Zafascynowani jazdą dojeżdżamy do Szczecinka, gdzie udajemy się na wyciąg nart wodnych. Po zażyciu kąpieli w jeziorze kierujemy się na  Jastrowie. W ciągu kilku minut warunki pogodowe zmieniły się diametralnie:  burza, deszcz i 18°C. Zjeżdżamy z trasy w poszukiwaniu schronienia i w najbliższej wiosce znajdujemy warsztat samochodowy, który zgodził się nas przenocować. Poznaliśmy tam przesympatyczną rodzinę, które dała nam garaż dla naszych motocykli, pożyczyła nam rowery, naładowała akumulator i nie chciała za to ani grosza. Cały dzień lało i nieco poddenerwowani idziemy spać. Pobudka o 8 i czekało nas rozczarowanie: Ciągle pada! Jeśli chcieliśmy wrócić do domu w ciągu 2 dni musieliśmy spakować się i jechać dalej.  Kiedy wszystko było już gotowe a my przygotowani do podróży okazało się że linka gazu przetarła się na dobre i trzeba ją wymienić. Po raz kolejny życzliwa rodzina z Omulnej uratowała nam tyłki, poprzez podwiezienie nas do najbliższego sklepu z linkami, gdzie udało się zakupić potrzebne rzeczy. Przez przypadek zostawiłem część gaźnika w sklepie i musieliśmy się wracać :biggrin:. Po złożeniu motorka do kupy wyruszyliśmy na walkę z żywiołem. Deszcz na szczęście odpuścił po 30 km i mogliśmy nieco mniej zestresowani kontynuować wojaż.

 

2le78ld.jpg

 

To jeszcze nie koniec!

 

Przed ostatni dzień wyprawy dobiega końca a na nas czeka już zarezerwowany nocleg w hotelu niedaleko Szubina. Za 2 osobowy „apartament” zapłaciliśmy 100 zł. Mogliśmy wyspać się na wygodnych łóżkach i skorzystać z prysznica. W naszym pensjonacie znajdowała się również restauracja gdzie skosztowaliśmy „regionalnej” pizzy i piwa. O 6 rano budzi nas dźwięk budzika, który sygnalizuje przygodę. Najedzeni emocjami, nie mamy ochoty nawet na śniadanie i jak najszybciej pakujemy się i ruszamy w drogę. Już na pierwszym postoju złapała nas malutka usterka – silnik się poluzował w ramie. Dalej mkniemy przed siebie nie zważają na naprawy. Mijamy kolejno Inowrocław, Kruszwice, Strzelno, Konin i Turek bezawaryjnie. W Turku mój organizm przechodzi lekki kryzys zmęczenia wyprawowego, pozbyłem się go za pomocą podwyższenia glukozy w organizmie (batonik J).  Jako iż było wcześnie, a do domu już niedaleko zdecydowaliśmy, że odwiedzimy po drodze termy w Uniejowie.  Spędziliśmy tam około 2 godzin świetnie się bawiąc. Po termach wsiedliśmy z powrotem na motocykle i zmierzaliśmy w kierunku domu. Coraz bardziej docierało do nas to, że nasza epicka wyprawa już dobiega końca. Ostatni postój zrobiliśmy w Łasku gdzie zatankowaliśmy swoje motorki i postanowiliśmy się zgubić. Ja byłem zmuszony zjechać na chwile na bok, a Patrycja myśląc, że pomknąłem do domu gnała przed siebie z prędkością 120 km/h. Na szczęście odnaleźliśmy się po 25 km w okolicach Dłutowa, gdzie przejechaliśmy ostatnie 10 km naszej podróży. Pożegnaliśmy i pogratulowaliśmy sobie pod bramą wjazdową i tak ukończyliśmy 9 dniową podroż pełną przygód, usterek, uśmiechów, życzliwych ludzi i esencji podróżowania, czyli wszystkiego co w życiu najlepsze.

xnywd5.jpg


Użytkownik mdfimage edytował ten post 30 sierpień 2014 - 14:06

  • gary i Lancet lubią to

fuc5jq.jpg






Podobne tematy Zwiń

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych

Nie jesteś jeszcze użytkownikiem?
Zarejestruj się już dziś i skorzystaj z wielu przywilejów jakie na Ciebie czekają!