Skocz do zawartości

Forum Łódzkich Motocyklistów używa ciasteczek. Więcej informacji - Polityka prywatności. Aby usunąć komunikat kliknij na przycisk:    Akceptuję


Zdjęcie
- - - - -

Rumuński Spontan


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
9 odpowiedzi w tym temacie

#1 weelkoo

weelkoo
  • Użytkownik
  • 113 postów
  • Imię:Marcin
  • Motocykl:Honda XL 1000V
  • LokalizacjaŁódź

Napisano 13 sierpień 2015 - 15:22

Ponieważ wpadło kilka nadplanowych wolnych dni, zacząłem się zastanawiać co z nimi zrobić. To, że spędzimy je na motku nie ulegało wątpliwości, pytanie brzmiało gdzie jechać???

Braliśmy pod uwagę kilka kierunków. Jedne w Polsce (lubelszczyzna, nieśmiertelne Bieszczady, nawet morze...), inne zagraniczne (kraje nadbałtyckie, Słowacja i Rumunia). No właśnie Rumunia. Byliśmy tam dwa lata temu (samochodem) i bardzo nas ten kraj urzekł. W sumie widzieliśmy tam sporo i teraz nadarzyła się okazja, żeby uzupełnić braki. No więc dzień przed godziną „W” zapada decyzja – jedziemy do Rumunii.

Wyjazd trochę na wariata... Cały dzień po sklepach (żonie się buty rozleciały), Dokupiłem baterie do kamery, nawet kask sobie kupiłem :P Moto sprawdzone w pięć minut. Opony – bieżnik jest, klocki dadzą radę, olej w silniku – jest, lagi suche... Pakujemy się tuz przed północą, wyjazd zaplanowany na 8:00 rano.

21 lipca. 8:30 startujemy. Udało nam się zapakować tylko w boczne kufry, centralny mamy pusty – w razie zwiedzania schowamy w nim kaski i rękawice, żeby nie nosić. Plan mamy ambitny. Chcemy dojechać do Satu Mare i tam poszukać noclegu. No cóż zobaczymy co z tego wyjdzie.

Jedziemy niespiesznie w stronę Kielc. Ruch dość duży, prawie same TIR-y. Za Sulejowem trochę luźniej. Omijamy Kielce S7 i tam robimy dłuższy postój.[attachment=4365:DSC_0005.JPG]  Temperatura to 30 stopni, więc nie ma lekko. Na szczęście chmurki przysłaniają słońce, więc jest nieco przyjemniej. Omijamy Kielce przez Chęciny i jedziemy zatłoczonym odcinkiem Kielce – Busko Zdrój. Jeździłem tą drogą kilkanaście razy, ale nigdy w środku tygodnia...

Drugi postój robimy w okolicach Kołaczyc (tuż przed Jasłem). [attachment=4366:DSC_0010.JPG] Gorąc i TIR-y dają się we znaki. Odpoczynek zajmuje nam prawie godzinę. Ruszamy dalej w stronę Dukli. Tiry nas nie opuszczają, Docieramy tam około 16:00. Po krótkiej naradzie podejmujemy decyzję że szukamy pokoju i nocujemy w Polsce. Jak się nazajutrz okazało była to najlepsza decyzja tego wyjazdu. Znajdujemy pokój w motelu „Motello” na wylocie z Dukli. Idziemy na szoping do Biedry i odpoczywamy po trasie. Start planujemy na 6:00 rano.

 

22 lipca, 6:30 startujemy. Jest słonecznie i przyjemnie chłodno. Niestety z prognoz wiemy, że chłód nie potrwa długo. Na granicy dolewamy pod korek i ruszamy na Słowację.

Słowacja – nic specjalnego. Poza jednym – remonty, TIR-y i mijanki... Jedziemy w kierunku Trebisova i powoli przebijamy się przez mijanki (nie zawsze zgodnie z przepisami, a Varadero z kuframi zbytnio nie daje poszaleć). Dobrze że w Polsce mamy to z grubsza za sobą.

Węgry. Chyba jeszcze większa nuda niż Słowacja. Dobrze, że remontów nie ma, ale drogi dość mocno sterane. Jedziemy wioskami, pilnujemy ograniczeń prędkości i powoli zbliżamy się do Rumunii.

Wreszcie przekraczamy granicę. Jest 13:00! Temperatura 37 stopni. Dobrze, że wczoraj nie porwaliśmy się żeby jechać dalej. Wjeżdżamy do Satu Mare, tankujemy (niestety) droższe paliwo i piękną, równą drogą jedziemy w stronę Oradei. Jest super, pomimo upału jedzie się dobrze. Oradeę daje się przejechać bez utrudnień. Skręcamy w kierunku Devy. Chcemy tam poszukać noclegu. Byliśmy tam już i mamy sprawdzoną miejscówkę. Pytanie czy będzie wolna? Po drodze planujemy zwiedzić Pestera Ursilor czyli Jaskinie Niedźwiedzią. Jedziemy nieco w ciemno, bo nie wiemy czy będzie jeszcze otwarta...

Niestety droga rozwiewa nasze wątpliwości – nie zdążymy... Masakrycznie koślawy asfalt, wąsko, mijanki, i dziwna technologia remontu drogi. Niby kawałki nowego asfaltu, poprzecinane dwumetrowymi przepustami wodnymi zasypanymi gruzem. Trzeba zwalniać prawie do zera...

Upał i postoje w pełnym słońcu daja nam popalić. Wreszcie skręcamy w stronę jaskini. Patrzymy jak jakieś 5 km z boku z chmury leje deszcz... Dojeżdżamy pod jaskinię, oczywiście zamknięta. Tu pytanie – odpuszczamy i jedziemy do Devy, czy szukamy pokoju i zostajemy zwiedzać jaskinię?

Zostajemy. Na szczęście przed wejściem jest duży pensjonat. Są pokoje, cena spoko, standard super.

Podczas kolacji dociera do mnie, że uciekła nam godzina. Tutaj trzeba przestawić zegarki godzinę do przodu. Czyli i tak byliśmy bez szans na jaskinie dzisiejszego dnia.

 

23 lipca, rano, już bez napinki jemy śniadanie i idziemy zwiedzić jaskinię.

Kiedyś mieszkało tu sporo misiów. Kawał skały oderwał się i zablokował wyjście, grzebiąc 140 niedźwiedzi. Tyle szkieletów znaleziono. Poza tym są piękne formy naciekowe no i chłód...

No i zrobiła się 12:00. Upał nie odpuszcza. Ruszamy w kierunku Turdy, gdzie znajduje się kopalnia soli i całkiem fajny kanion. Jedziemy do miejscowości Garda de Sus, do Jaskini Mroźnej. Chłód w niej panujący będzie dla nas wybawieniem (przynajmniej na jakiś czas).

Droga taka sobie. Dobrze że ruch symboliczny. Trzeba tylko uważać na krowy i konie które wałęsają się wszędzie bez celu. Widoki super. Dobrze że z kilometra na kilometr jakość asfaltu się poprawia. Wreszcie można się rozkoszować jazdą.

Dojeżdżamy. Aby dotrzeć do jaskini trzeba zostawić moto i iść 15 minut pieszo. Ciekawe, czy uda nam się wejść, bo grupy wchodzą w określonych godzinach... Prawie biegiem docieramy pod kasę i widzimy jak kasjer ja zamyka i idzie do wejścia jaskini... Na szczęście słyszy moje wołanie i wraca się żeby sprzedać nam bilety.

Jaskinia Mroźna daje na chwilę zapomnieć o upale. Sople lodu i zamarznięte „jezioro” powodują, że temperatura oscyluje w granicach 0 stopni Celcjusza. Niestety musimy wychodzić, chociaż nikt nas nie popędza. Goni nas tylko czas.

Ambitnie planujemy Transalpinę. Jedziemy przez Abrud, Albę Julię do Sebes. Tankujemy na stacji, na jakiej nigdy byśmy się nie zatrzymali. Ale moto jedzie normalnie, więc jest dobrze. Wracają wspomnienia – tu robiliśmy zakupy, tu staliśmy... Wjeżdżamy na drogę 67c. Zaczynamy rozglądać się za noclegiem. Nie będziemy pchać się w góry po zmroku. Trafiamy na reklamę pensjonatu (po polsku), więc tam jedziemy. Jest pokój, bez łazienki co prawda, ale nic to. Stoi tez motek z Polski. Zapowiada się ciekawie. Zapoznajemy się z załogą DL-a i gadamy do późnej nocy.

 

24 lipca 6:00 start. Znowu miły chłodek, dziś potrwa dłużej bo będziemy wysoko. Plan ambitny – Transalpina i Tranfogarska.

Na pierwszy ogień Transalpina. Jako, że wcześnie ruch znikomy. Ogólnie cud miód i orzeszki. Asfalt nowy, widoki rewelacja, czego chcieć więcej? Znowu trzeba uważać na krowy, owce i osły. Od naszej ostatniej wizyty poznikały przepusty zasypane gruzem, ale pozostały kawałki bez asfaltu. Przed przełęczą Urdele trafiamy na dwa osły i urządzamy sesję zdjęciową. Częstujemy modeli jabłkami z Biedronki i jedziemy dalej. Zjeżdżamy na południe i przez Ramnicu Valcea zmierzamy w stronę Transfogarskiej. Niestety tutaj ruch większy a i asfalt jakby gorszy. Stajemy przy zaporze Vidaru i robimy kilka zdjęć. Tutaj pod zaporą nocowali prezenterzy Top Gear-a w trakcie wizyty w Rumunii. Spotykamy też koreańczyka który jedzie motkiem z UK do Korei. Szacun. Ruszamy dalej. Zaczyna się chmurzyć. Tuż przed tunelem na szczycie zaczyna padać. Za tunelem leje. Wreszcie deszcz :P

Stojąc na górze widzimy, że deszcz pada tylko tutaj, na dole świeci słońce, więc nie przejmujemy się tym zbytnio. Wyschniemy na dole. Ruszamy powoli żeby nic nie odwalić. Im niżej tym cieplej. Po kilku km przestaje padać. Schniemy. Mijamy Cartisoarę i skręcamy na Braszów. Upał. Przed miejscowością Fogarasz korek na kilka kilometrów. Na szczęście udaje się go ominąć. Mijanka...

Braszów omijamy pseudo obwodnicą i jedziemy do miejscowości Sinaia. Dopero około 23:00 znajdujemy nocleg. Fajny oldschool, ale czysto i cena przystępna.

 

25 lipca 7:00 start. Na dziś wulkany błotne w okolicach Buazu. Można tam dojechać orężną ale niby lepsza drogą, lub skrótami o podejrzanej jakości. Wybieramy skrót. Spoko, asfalty bardzo dobre. Czujemy się jak w Bieszczadach. Widoki super, jedziemy delektując się jazdą. Niestety, asfalty się kończą i jedziemy szutrami. Na jednym z zakrętów prawie mamy czołówke z Daćką, ale na szczęście obyło się bez ofiar.

Docieramy do wulkanów ok 14:00. Świetne miejsce. Jedno z niewielu takich na Świecie. Same wulkany to bardziej sedesy z bulgoczącym błockiem. Nie są duże, ale okolica robi wrażenie. Wygląda jak na księżycu.

Teraz z kopyta jedziemy do Bicaz gdzie planujemy nocować. Jedziemy przez Bacau, Piata Neamt i Bicaz. Dobrze że droga dobra. Łykamy kilometry jak woźny ćwiartkę. Za Bicaz jest (moim zdaniem) najfajniejszy kanion jaki widziałem. Jest dość krótki, ale wąski i ponury. Robi wrażenie. Robi się ciemno więc za Georgheni szukamy noclegu. Znajdujemy pensjonat, a w nim wolny tylko apartament. No cóż, bierzemy, zwłaszcza że cena taka jak za pokój w Polsce. Luksus, szkoda, że rano ruszamy już do Polski. Nie będzie czasu się nim rozkoszować. Jemy kolację i idziemy spać.

 

26 lipca 8:00 start. Przed nami 700 km do Dukli. Jedziemy przez Reghin, Cluj Napokę i Satu Mare. Asfalty raz lepsze, raz gorsze, padają przelotne deszcze. Dobrze że nie ma za dużego ruchu, a ograniczenia prędkości nie są zbytnio respektowane przez miejscowych. To pozwala całkiem sprawnie dojechać do Petei już około 16:00. Robimy zakupy, jako że kufer pusty to tankujemy go piwem. Węgry i Słowacja jakoś dziwnie szybko mijają. W ostatnich promieniach słońca przekraczamy granicę z Polską. Na szczęście pokój mamy zaklepany.

 

27 lipca 10:00 start. Dzisiaj się wyspaliśmy, zjedliśmy śniadanko i na spokojnie kierujemy się do Łodzi. Ruch niestety spory. Za Tarnowem, na granicy woj. Małopolskiego i Świętokrzyskiego, w miejscowości Szczucin zatrzymujemy się w Muzeum Drogownictwa. Kilka razy się przymierzaliśmy, ale jakoś się nie składało. Wreszcie je zwiedziliśmy. Fajna sprawa. Można wchodzić na prawie wszystkie sprzęty, same eksponaty są pięknie odnowione. Frajda dla małych i dużych chłopców, choć nie tylko. Po zwiedzeniu muzeum, ruszamy w kierunku domu, gdzie docieramy popołudniu.

 

Tutaj link do albumu ze zdjęciami. https://goo.gl/photo...27Ao4dKN8pbnzn8

Film też będzie, ale w późniejszym terminie...


Użytkownik weelkoo edytował ten post 13 sierpień 2015 - 15:50

  • Suchy-wolk, Marsel i MaDDoggY lubią to

#2 ro6ert

ro6ert
  • Dawca
  • 138 postów
  • Imię:Robert
  • Motocykl:Street Triple R (poprz. FZ6 Fazer)
  • LokalizacjaŁódź / Retkinia

Napisano 13 sierpień 2015 - 15:40

Super relacja, fotki też :)
Tylko pozazdrościć takiego wypadu :)


#3 Faza

Faza
  • Dawca
  • 115 postów
  • Imię:Piotrek
  • Motocykl:FZ6 S1
  • LokalizacjaPabianice

Napisano 13 sierpień 2015 - 22:15

I to są wyjazdy na moto. Super sprawa, gratki :)



#4 Mikado33

Mikado33
  • Dawca
  • 47 postów
  • Imię:Mariusz
  • Motocykl:suzuki GSXF 750
  • LokalizacjaŁódź Bałuty

Napisano 14 sierpień 2015 - 05:36

Miła lektura o poranku do porannej kawy ;-)
Fajnie napisana relacja, życzę jak najwięcej takich wyjazdów LWG.

#5 weelkoo

weelkoo
  • Autor tematu
  • Użytkownik
  • 113 postów
  • Imię:Marcin
  • Motocykl:Honda XL 1000V
  • LokalizacjaŁódź

Napisano 24 sierpień 2015 - 23:36

Zmontowałem pierwszą część relacji z Rumunii. Druga część mam nadzieję pojawi sie na dniach. Miłego oglądania.


  • Marsel i Lancet lubią to

#6 weelkoo

weelkoo
  • Autor tematu
  • Użytkownik
  • 113 postów
  • Imię:Marcin
  • Motocykl:Honda XL 1000V
  • LokalizacjaŁódź

Napisano 30 sierpień 2015 - 10:28

Część 2


Część 3 Ostatnia


Użytkownik weelkoo edytował ten post 30 sierpień 2015 - 16:15

  • Marsel lubi to

#7 Lancet

Lancet
  • Dawca
  • 616 postów
  • Imię:Aleksander
  • Motocykl:Yamaha FZS 600
  • Lokalizacja"Miasto Meneli"-Złotno

Napisano 30 sierpień 2015 - 20:29

Świetny film, zarąbista wyprawa i super ujęcia - nawet te z kroplą deszczu centralnie na obiektywie ;) .

W drugiej części podniosłeś mi trochę ciśnienie, jak zaczęliście kręcić "z kijka" - miałem wrażenie ze dwa razy, że jesteście o krok od wyglebienia, a to tylko kwestia ujęcia!

Gratulacje - razem z opisem fajna pamiątka z wakacji do przeglądania w długie, zimowe, bezmotocyklowe wieczory!

 

EDIT! W jakim programie obrabiałeś filmy?


Użytkownik Lancet edytował ten post 30 sierpień 2015 - 21:29

"Be yourself, no matter what they say!"
Sting

#8 weelkoo

weelkoo
  • Autor tematu
  • Użytkownik
  • 113 postów
  • Imię:Marcin
  • Motocykl:Honda XL 1000V
  • LokalizacjaŁódź

Napisano 31 sierpień 2015 - 22:12

Dziękuję. Co do programu to robiłem w iMovie. Wersja chyba 11...



#9 Lancet

Lancet
  • Dawca
  • 616 postów
  • Imię:Aleksander
  • Motocykl:Yamaha FZS 600
  • Lokalizacja"Miasto Meneli"-Złotno

Napisano 02 wrzesień 2015 - 10:41

Dzięki!


"Be yourself, no matter what they say!"
Sting

#10 Marsel

Marsel
  • Dawca
  • 297 postów
  • Imię:Marceli
  • Motocykl:CBR 1100XX
  • LokalizacjaPabianice

Napisano 17 wrzesień 2015 - 09:05

Ekstra wyprawa, gratulacje :)

Już zanotowałem kilka miejscówek. W przyszłym sezonie będę także starał się zawitać w tamte rejony







Podobne tematy Zwiń

  Temat Forum Autor Podsumowanie Ostatni post

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych

Nie jesteś jeszcze użytkownikiem?
Zarejestruj się już dziś i skorzystaj z wielu przywilejów jakie na Ciebie czekają!